Szkoła. Chodził do niej każdy (lub nadal chodzi) i możliwe że nie wspomina jej dość dobrze… Ja będę ją wspominać bardzo dobrze, oprócz jednej rzeczy, zmory wszystkich uczniów… PRACY DOMOWEJ! Ja tak w ogóle to nadal nie wiem po co ona jest. Co mi ona daje? Jeśli umiem temat to i tak będę go umieć, a jeżeli nie to nic mi to nie pomoże a nawet utrwali błędy jakie popełniam. Poza tym nikomu się nie chce. Kilka godzin dziennie w szkole plus w świetlicy męczy człowieka.Nauczyciele czasem twierdzą że nam coś zadadzą, ponieważ mamy w weekend dużo wolnego czasu.WOLNEGO CZASU. Czyli czasu dla nas na odpoczynek i hobby, a przy angielskim nie odpoczywam i na pewno nie jest to moje hobby. Wolny czas, mam wrażenie że nauczyciele po prostu nie rozumieją tego wyrażenia. Taki czas przeznaczony na prace domową nie jest już czasem wolnym.
Wychodzenie na dwór na przerwach jest czymś o co odwiecznie kłócimy się z nauczycielami. Dlaczego nie możemy wychodzić? Ponieważ nikt nie chce nas pilnować. Okazało się że moi rodzice spędzali przed szkołą wszystkie przerwy i to bez opieki. Dlaczego z nami tak nie ma? Ponieważ ,,dzieci w waszym wieku mają okropnie głupie pomysły nie to co kiedyś”. Co to niby znaczy? Ja wiem że kiedyś były inne czasy ale dzieci nie różnią się aż tak. Naprawdę. A poza tym profesorowie sami mówią że jest duszno, gorąco i że chętnie wyjdą na dwór. A nam niby nie jest gorącą i duszno, nie chcemy wyjść na dwór na te 10 minut? (Świeżę powietrze dobrze wpływa na mózg.) Wychodźcie na dwór mimo wszystko!